Kupując dzisiaj w supermarkecie owoce miałem takie przemyślenie, że jesteśmy krajem dzikusów. Jak można było doprowadzić do tego, że polskie owoce z polskiej ziemi są sprzedawane do polskich obywateli za pośrednictwem zagranicznej firmy (Geant, Auchan, Carrefour, Biedronka, Tesco, Lidl etc.)? To wszystko firmy francuskie, portugalskie, angielskie i niemieckie.

Kupując dzisiaj w supermarkecie owoce miałem takie przemyślenie, że jesteśmy krajem dzikusów. Jak można było doprowadzić do tego, że polskie owoce z polskiej ziemi są sprzedawane do polskich obywateli za pośrednictwem zagranicznej firmy (Geant, Auchan, Carrefour, Biedronka, Tesco, Lidl etc.)? To wszystko firmy francuskie, portugalskie, angielskie i niemieckie. Wszystkie z zachodnich krajów - przypadek? Ja rozumiem, że w latach 90-tych nie mieliśmy kompetencji, żeby budować własne biznesy bo budowa i skalowanie firm na skalę globalną to są kompetencje, które wbrew pozorom są bardzo poważnymi kompetencjami - byle kto nie da rady.

Jednak przez całe lata 90-te nadrobiliśmy w tempie ekspresowym i wykształciliśmy kadrę managerską, która ma kompetencje do zarządzania międzynarodowymi korporacjami. Szkoda tylko, że pracują oni w większości dla zachodnich korporacji. Jaka jest przyczyna? Kto w Polsce zniszczył i niszczy dalej przedsiębiorczość? Mógłbym pewnie szukać jakiejś konkretnej grupy ludzi ale wtedy powstałaby kolejna teoria spiskowa, a te wiadomo jak są odbierane. Pomyślmy więc nie kto, a co przyczyniło się do takie sytuacji jak mamy obecnie. Bo ja wiem, że łatwiej winić jakąś konkretną grupę w ramach teorii spiskowej dziejów ale to wszystko moim zdaniem dzieje się bez udziału masonerii ;-)

Jest takie piękne powiedzenie “dziel i rządź” - rozkładając je na części pierwsze - co ono oznacza? Oznacza, że aby rządzić trzeba mieć podział - ktoś musi być wrogiem kogoś. Jest też inne piękne powiedzenie, że “każdy król musi mieć swojego smoka” - czyli każdy władca musi mieć wroga, przed którym będzie "bronił swój lud", żeby lud wiedział po co jest mu władca i żeby się nie buntował. Wrogiem amerykanów są terroryści z ISIS albo Al Ka’ida, wrogiem Izraela są Palestyńczycy, wrogiem Cypryjczyków są Turcy, którzy okupują 1/3 ich wyspy. Wspólny wróg motywuje naród i mobilizuje go do działania. Wspólny wróg uzasadnia rolę władcy. A kto jest naszym wrogiem? Kto jest wrogiem Polaków? Kto motywuje nasz naród do działania? 

Ciągnie się to już od czasów komunizmu - retoryka tamtego okresu wprowadziła słowo “prywaciarz” jako coś bardzo złego - czyt. wyzyskiwacz. Potem ewolucja w latach 90-tych zmieniła to na słowo “biznesmen”, które przez pewien okres było nawet pozytywne. Niestety szybko zmieniło się w negatywne “byznesmen” - bo wiadomo, że łatwiej umniejszać tym, którzy odnieśli sukces niż samemu wziąć się do roboty, zaryzykować i odnieść sukces. Moja mama do tej pory powtarza mi, żebym poszedł gdzieś pracować na pensje do kogoś bo jak widzi ile ja mam stresów prowadząc własną firmę to pracę na pensji uważa jako “wybawienie” od wszelkich problemów. 

Praca na “etacie” jest super - najlepiej w zagranicznej firmie bo jak zagraniczna to stabilna. Bo u nas wiadomo jak jest z tymi prywaciarzami. A zagraniczna korporacja jest bardziej bezosobowa więc trudniej ją za coś obwiniać. Poza tym w zagranicznej korporacji nie ma tego jednego “prywaciarza” / właściciela, któremu można byłoby zazdrościć i donosić na niego z zawiści. Dlatego budował się przez lata mit pracy w zagranicznej korporacji jako mit ostatecznego szczęścia i spełnienia.

Potem przyszły czasy związków zawodowych i walki o prawa pracowników i znowu przedsiębiorca w ramach retoryki związkowców zaczął być przedstawiany jako zło ostateczne. Dlaczego - bo związkowcy reprezentujący interesy pracowników muszą mieć jakiegoś wroga. Naturalnym wrogiem pracownika jest przedsiębiorca - no i znowu cała machina nakręciła się w taki sposób aby dusić przedsiębiorczość w naszym pięknym kraju.

Jednak Piłsudski miał rację mówiąc “Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy (…)”. Bo moim zdaniem nie chodzi o to, że nie mamy kompetencji do tego, żeby samemu zbudować sieć supermarketów gdzie polskie i zagraniczne produkty będą sprzedawane do polskich obywateli ale chodzi o to, że nie potrafimy się ze sobą dogadać. Jesteśmy podzieleni na zacofanych prawicowców lub oświeconych centro-lewicowców. A przecież mamy wspólny interes - wszyscy chcemy żyć w bogatym kraju do którego pieniądze płyną szerokim strumieniem z całego świata. Ktoś kupuje jabłko (ang. Apple) w Niemczech, a kasa płynie do polskiego rolnika. Ktoś kupuje jabłko we Francji, a kasa płynie do polskiego rolnika. Ktoś kupuje jabłko w Afryce, a kasa płynie do polskiego rolnika. Tak właśnie dzieje się w wypadku gospodarki amerykańskiej - cokolwiek ludzie kupują na świecie (Apple, Microsoft, Colgate, Persil, czy inne czekoladki) kasa płynie do Ameryki szerokim strumieniem. Co więcej nawet jak w AppStore (sklep z aplikacjami na iPhone) Polak kupuje grę napisaną przez polskich programistów to 30% z kasy od tej transakcji leci za ocean. To jest gospodarka, którą powinna naśladować Polska!

Co roku do Urzędów Skarbowych wpływa 50 tys. donosów od “życzliwych” (źródło: http://bit.ly/1KNvTl2). Dlaczego ludzie znajdują motywacje, żeby robić tego typu rzeczy? Czy oni nie mają nic innego do roboty jak pisać takie donosy? Dlaczego nie potrafimy się cieszyć szczęściem innych? Dlaczego jak ktoś odnosi sukces to szukamy dziury w całym? Bo lubimy myśleć, że jesteśmy lepsi od innych i zamiast szukać winy za nasze niepowodzenia w samych sobie to oczywiście łatwiej jest deprecjonować sukces innych. Skończmy to wreszcie bo w naszym kraju nigdy nie będzie już dobrze!