Politycy mówią to co ich elektorat chce usłyszeć, a my się tym ekscytujemy bo myślimy, że to są ich prawdziwe poglądy. A nie są - są to tylko treści, którymi politycy chcą przekonać do siebie swoich potencjalnych wyborców.

Politycy mówią to co ich elektorat chce usłyszeć, a my się tym ekscytujemy bo myślimy, że to są ich prawdziwe poglądy. A nie są - są to tylko treści, którymi politycy chcą przekonać do siebie swoich potencjalnych wyborców.

Dlatego, żeby wygrać wybory nie można głosić tylko swoich prawdziwych poglądów tylko często dostosować je do tego co spodoba się grupie wyborców, na której nam w danym momencie najbardziej zależy.

Wykorzystując takie współczesne narzędzia marketingu jak targetowanie audience i analizę sentymentu możnaby stworzyć niezłą kampanię wyborczą. Do każdej z grup docierałyby tylko takie komunikaty danej partii politycznej jakie "chciałaby" ta grupa usłuszeć. Biorąc pod uwagę dodatkowo potencjał mediów społecznościowych i możliwość zidentyfikowania "węzłów komunikacyjnych" to nawet taka kampania nie musiałaby być droga.

Ciekawe, czy któraś partia w nadchodzących wyborach wykorzysta wreszcie potencjał internetu? Oczywiście mierząc index dopasowania można by taką kampanię zrobić też w innych mediach ale już nie tak precyzyjnie jak w internecie. W każdym kanale inny przekaz dostosowany do innego widza - w TV TRWAM mówimy, że jesteśmy "przeciwko związkom partnerskim", a w TVN mówimy że jesteśmu "za związkami partnerskimi" (oczywiście przerysowuję sytuację). Do tego oczywiście content marketing i plasowanie artykułów i materiałów wideo w odpowiednich mediach. Tu może dziennikarze mieliby "opory" ale sprytny PRowiec by sobie z tym poradził - bo przecież szklanka może być albo do połowy pełna albo do połowy pusta.