Oczywiście nie jestem profesjonalnym inwestorem ale wiele osób uważa, że jak działam w biznesie i wprowadziłem na giełdę kilka spółek to posiadam wiedzę w tym zakresie. Pewnie trochę mają racji bo moja wiedza jest wiedzą magiczną dla 99% społeczeństwa. Wcale nie oznacza to, że mam jakieś wielkie mniemanie o sobie tylko wiem jak mało ludzie wiedzą i interesują się taką “nudną” dziedziną jak inwestowanie.

Wielu znajomych prosi mnie o poradę w co zainwestować i zawsze robię im krótki wykład z ekonomii i podstaw inwestowania. Jest to oczywiście bardzo przyjemne ale wiadomo, że czas nie jest z gumy więc postanowiłem spisać to co im opowiadam, żeby kolejnych pytających skierować do tego artykułu.

Oczywiście nie jestem profesjonalnym inwestorem ale wiele osób uważa, że jak działam w biznesie i wprowadziłem na giełdę kilka spółek to posiadam wiedzę w tym zakresie. Pewnie trochę mają racji bo moja wiedza jest wiedzą magiczną dla 99% społeczeństwa. Wcale nie oznacza to, że mam jakieś wielkie mniemanie o sobie tylko wiem jak mało ludzie wiedzą i interesują się taką “nudną” dziedziną jak inwestowanie. Co do moich inwestycji to miałem ich ponad 50 - były to głównie jakieś firmy, które zakładałem. Oprócz moich własnych spółek na giełdzie bardzo mało ogólnie na giełdzie inwestowałem, a jak inwestowałem to były to głównie jakieś "spekulacje". Moje doświadczenie wynika więc głównie z tych przedsięwzięć, które robiłem samodzielnie i z tych, które samodzielnie wprowadzałem na giełdę.

W większości były to przedsięwzięcia ambitne, więc szansa ich powodzenia statystycznie była bardzo mała. Mimo tego z tych 50 przedsięwzięć udało mi się 5 szt., uważam więc że moja statystyka jest bardzo przyzwoita. Z tych, które mi się udały to m.in. Telecom Media S.A. - w zasadzie moja pierwsza spółka, którą po kilku latach prowadzenia sprzedałem do funduszy inwestycyjnych (BBI Capital i MCI Management) - był to rok 2004-2005. Potem było jakieś 45 porażek, a teraz zostało mi tylko Fachowcy.pl Ventures S.A. razem z tym co jest w środku, czyli WAY2TRAFFIC i FreeHotSpot.

No dobra - to przechodząc do moich zasad w zakresie inwestowania. Ja jestem zwolennikiem połączenia analizy fundamentalnej z analizą techniczną. To jest bardzo proste i nie ma co się przerażać od razu na samym początku bo zaraz wyjaśnię o co chodzi z tymi dwoma pojęciami. Giełda to nie jest czarna magia - kursy spółek nie rosną same z siebie i same z siebie też nie spadają.

Oczywiście nie jestem ekspertem od inwestowania i pewnie wiele osób zaraz zrobi hejt dotyczący moich kilku spółek jak ProxyAd S.A., czy Reklamofon.pl S.A. wprowadzonych na giełdę (rynek NewConnect), że to syf i jestem złodziejem, a ogólnie na NewConnect to sami złodzieje. Odnosząc się od razu do tych zarzutów wyjaśniam - rynek NewConnect jest rynkiem gdzie są głównie spółki we wczesnej fazie rozwoju i często są to start-up’y.

Zaraz, zaraz - to nie każda nowa spółka to start-up? Ano nie każda - nowy warzywniak na osiedlu nie jest start-up’em tylko po prostu nową firmą. Start-up jest to przedsięwzięcie, które tworzy jakiś nowy rynek lub zmienia zasady jego funkcjonowania. Nawet takie Apple było startupem kiedy zmienili rynek dystrybucji muzyki wprowadzając iPod, czy zmienili rynek telekomunikacyjny wprowadzając iPhone i AppStore. Ryzyko obydwu tych przedsięwzięć było olbrzymie ale im się udało, a premia za ryzyko jakie podjęli opłaciła się wszystkim.

No dobra wracając do inwestycji w spółki na NewConnect - tak jak pisałem wcześniej to są spółki we wczesnej fazie rozwoju, które najczęściej nie generują jeszcze zysków. Generalnie statystyka pokazuje, że udaje się 1 na 10 biznesów, a im bardziej ambitny biznes, tym szanse jego powodzenia są mniejsze. Przykładowo - otworzenie nowego warzywniaka na osiedlu ma jakieś 50% szans powodzenia ale już wprowadzenie na rynek jakiegoś nowego warzywa, które wcześniej nie było obecne w Polsce ma bardziej 5% szans powodzenia. Jednak na inwestycji w nowy warzywniak na osiedlu możemy zarobić pewnie bardziej 10-30%, a na inwestycji w nowe warzywo, które ma potencjał podbić polski rynek i sprzedawać się w tonach, możemy pewnie zarobić kilka tysięcy procent.

Generalna zasada jest prosta. Im większe ryzyko tym większa nagroda. To tak jak w kasynie na ruletce - jak obstawiamy jedno pole to możemy wygrać x35, a jak obstawiamy 2 pola, czyli zmniejszamy ryzyko, to możemy wygrać już tylko x17.

Zakładając więc, że na rynku NewConnect większość firm to raczej ambitne projekty, to statystycznie mało z nich ma szansę się udać. Dlatego inwestorzy działający na tym rynku powinni brać pod uwagę większe ryzyko. Oczywiście jak dany biznes się uda i spółka osiągnie sukces to jest odpowiednia nagroda - tzw. premia za ryzyko. Bo kupiłem akcje danej spółki po 0,10 zł kiedy cała spółka była warta 10 mln zł, a teraz spółka warta jest 100 mln zł więc każda moja akcja kupiona po 0,10 zł jest warta teraz 1 zł - zarobiłem 0,90 zł na każdej akcji. W dalszej części tego artykułu opiszę, o co chodzi z tymi wycenami spółek i skąd się one biorą - bo to wszystko jest proste.

Aaaa… i jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. Nikogo nie namawiam w inwestowanie w cokolwiek bo z tym związane jest ryzyko. Jakbym posiadł jakąś tajemną wiedzę, która pozwoliłaby mi być pewnym w co warto zainwestować, a w co nie to bym pewnie tutaj nie siedział i nie pisał tego posta tylko bym leciał moim prywatnym jet’em gdzieś na Maledivy. To są po prostu moje własne przemyślenia odnośnie inwestowania oparte na mojej wiedzy ekonomicznej, doświadczeniu i kilku książkach z zakresu psychologii inwestowania oraz obserwowaniu podejścia takich ludzi jak Warren Buffett.

 

Co to są fundamenty

Fundamenty to jest patrzenie na daną firmę jak na normalny biznes. Tu najważniejsze jest odpowiedzenie sobie na pytanie, czy jak mielibyście dużo kasy i ktoś chciałby wam sprzedać cały ten biznes to, czy chcielibyście go kupić w całości. Inaczej, czy biznes danej spółki jest fajny, czy nie - czy produkt, który sprzedaje jest super, czy ma konkurencję, czy ma jakieś przewagi nad konkurencją, czy rynek na którym działa ta spółka ma perspektywy. Ja na przykład zazdroszczę moim kolegom, którzy mają klinikę stomatologiczną i sam chciałbym mieć taki biznes - tak więc fundamentalnie jest on dla mnie super - ludziom psują się zęby i płacą kupę kasy za ich leczenie - biznes się kręci, pieniądze wpływają etc. Oczywiście jest problem ze skalowaniem tego biznesu bo nie wystarczy wydać 2x więcej na marketing, żeby było 2x więcej pacjentów bo tych pacjentów ktoś musi obsłużyć i gdzieś ten ktoś musi pracować - zwiększenie skali tego biznesu wiąże się więc z otworzeniem kolejnej kliniki, a to już duża inwestycja i zwiększone ryzyko. Wracając do wcześniej przytoczonego przykładu "nowych warzyw” - jeżeli mamy 10 sklepów, które sprzedają nasze warzywa i mamy z tego 10 tys. zł miesięcznie przychodu. W sumie jest na rynku 10 tys. sklepów. Tak więc wprowadzając nasze “nowe warzywa” do tych wszystkich sklepów zwiększylibyśmy skalę naszej działalności znacząco - znaczy biznes jest dobrze skalowalny. A co dopiero by było jakby te “nowe warzywa” wprowadzić do sklepów na całym świecie - to się nazywa potencjał globalny danego przedsięwzięcia.

Przy ocenie fundamentalnej danej firmy ważna jest prostota biznesu bo im bardziej skomplikowany to trudniej go oceniać. Wracając do naszego “nowego warzywa” - jeżeli nasza firma sprzedaje tylko to jedno warzywo to biznes jest prosty. Ale jeżeli jest to już grupa spółek (holding lub coś w tym stylu) gdzie jedna spółka, zajmuje się uprawą tych warzyw, druga robi ich przetwarzanie, trzecia dystrybucje, a czwarta buduje jeszcze sieć warzywniaków na 3 kontynentach, a ostatnio kupili jeszcze 5 spółek z branży i zainwestowali w projekt budowy biurowca w centrum Warszawy to oczywiście trochę trudniej ocenić jej biznes. Bo czasami są spółki typu Elektrim S.A., które są tzw. konglomeratami - czyli dziesiątki spółek ze sobą powiązanych i nie wiadomo co taki konglomerat w zasadzie robi i skąd ma kasę. Może się trafić, że taki konglomerat ma jakieś fajne aktywo typu 49% udziałów w jednej z 3 największych sieci komórkowych w tym kraju ale mimo tego takich spółek bym unikał. Bo może się okazać, że oprócz tego fajnego aktywa jest w naszym konglomeracie sporo kredytów, które trzeba spłacić. Dla mnie najważniejsza jest prostota biznesu - czyli jak prosty biznes typu wspomniana wcześniej klinika stomatologiczna tym lepiej. Musi być jeden produkt, który ta spółka sprzedaje i muszą być kupujący, którzy ten produkt kupują. Koszty wytworzenia i dystrybucji tego produktu muszą być mniejsze niż przychody ze sprzedaży, żeby był zysk.

Zysk = Przychody - Koszty

*) Niektórzy na zysk mówią "dochód", a na przychód "obrót"

Co to jest analiza techniczna

Fundamenty są bardzo ważne ale cena akcji danej spółki jest tylko pochodną wartości fundamentalnej - czyli cena akcji danej spółki nie zależy wprost od tego, czy ta firma jest fajna, czy nie. Cena akcji danej spółki jest kształtowana tylko i wyłącznie przez transakcje jakie są na akcjach tej spółki - ktoś kupuje akcje za X, a ktoś chce sprzedać za Y. Cena zawierania transakcji pomiędzy kupującymi i sprzedającymi jest kursem akcji.

Z jednej strony ludzie składają oferty kupna akcji i mówią ile byliby w stanie za te akcje zapłacić. Z drugiej strony ludzie składają oferty sprzedaży i mówią za ile te posiadane przez siebie akcje chcieliby sprzedać. Jak dokonywana jest transakcja to cena kupna musi się spotkać z ceną sprzedaży i to jest właśnie kurs akcji.

Spekulacja. Może się zdarzyć tak, że spółka nie ma zupełnie fundamentów, a jej wycena jest 1 mld zł albo i więcej. Wynika to z tego, że dana spółka nagle stała się modna i wiele osób chce kupić jej akcje i mimo tego, że ta spółka nie ma nic oprócz ciekawej historii lub plotek to kurs jej akcji szybuje do sufitu.

Oczywiście ludzie powinni być bardziej chętni, żeby kupić akcje danej spółki jak jest ona fajna (fundamenty) ale nie zawsze tak jest. Przykładowo pamiętam jak kiedyś, jakaś agencja ratingowa, bardzo fają fundamentalnie spółkę Lotos S.A. zjechała w swoim raporcie, po czym kurs akcji tej spółki poleciał na łeb, na szyję. Dlaczego - bo ludzie się przestraszyli wiec zagrały emocje. Ktoś miał akcje Lotos S.A. i nie chciał na nich stracić - chciał zarobić. Jakaś “mądra instytucja” oceniła, że spółka jest nic nie warta, więc on ze strachu przed tym, że zaraz jego akcje stracą na wartości wystawił je na sprzedaż. Takich osób było oczywiście więcej. Wszyscy chcieli sprzedać, a mało kto chciał kupić. Cena schodziła bo ludzie decydowali się wystawiać te akcje na sprzedaż coraz taniej. Jak było tanio to już ktoś inny decydował, że może jednak ta “mądra instytucja” nie miała racji i może warto kupić bo jest tanio.

Takie sytuacje "psychologii tłumu", która decyduje o tym że nagle coś idzie do góry albo w dół da się właśnie wychwycić za pomocą analizy technicznej. Bo te wszystkie wykresy, trendy, wskaźniki i kreski to nie jakaś magia ale próba odgadnięcia przez matematykę jakie mogą być dalsze nastroje (psychologia) tłumu (akcjonariuszy). Przykładowo ludzie psychologicznie lubią "okrągłe cyferki”. Jak akcje danej spółki są warte 0,94 zł i nagle przebiją się na 1 zł, to psychologicznie jest duża szansa, że powyżej 1 zł już zostaną - mówi się wtedy, że kurs przebił poziom 1 zł. Wcześniej, przez 3 miesiące cały czas wahał się gdzieś w okolicach 0,95 zł, a teraz nagle przebił 1 zł. Wiadomo więc, że psychologicznie na akcjonariuszy to zadziałało pozytywnie i teraz ich skłonność do sprzedawania poniżej 1 zł jest mniejsza - jak będą sprzedawali to będą wystawiali swoje akcje na sprzedaż w cenie powyżej 1 zł.

Podsumowując - jak dużo ludzi chce kupić te akcje to kurs idzie do góry, a jak dużo osób chce sprzedać to idzie w dół i nie ma to nic wspólnego z fundamentami tylko z "psychologią tłumu” - czyli tych wszystkich inwestorów. Żeby wiedzieć jakie są nastroje tego “tłumu” to trzeba spojrzeć na analizę techniczną bo analiza techniczna to nic innego jak wychwytywanie nastrojów tego “tłumu”.

Oczywiście analiza techniczna jest dziedziną z zakresu, której możnaby napisać z 10 doktoratów i z 5 habilitacji zrobić. Nie zachęcam więc do tego, żeby to studiować - chyba, że ktoś ma dużo wolnego czasu i chciałby się w to zagłębić to oczywiście. Są jednak fajne narzędzia, które automatycznie wychwytują różne sygnały wynikające z analizy technicznej i np. wysyłają nam SMS, że w tym momencie warto kupić dane akcje, które sobie obserwowaliśmy, a w innym momencie dostajemy sygnał, żeby sprzedawać to co mamy bo nagle wynika, że “tłum” rzucił się do sprzedawania. Osobiście polecam polską firmę i polski produkt https://squaber.com - czyli jak już wiemy jaką spółkę chcemy kupić bo ma dobre fundamenty to wtedy wspomagamy się takim narzędziem, żebyśmy wiedzieli kiedy kupić lub kiedy sprzedać. 

 

Inwestycja w spółki giełdowe - płynność i free-float

Opisane powyżej podstawowe zasady analizy technicznej dotyczą oczywiście spółek, które są notowane na giełdzie - czyli, których akcje łatwo kupić lub sprzedać. Dlatego są one podatne na “psychologię tłumu”. Oczywiście ktoś może sobie kupić akcje lub udziały w spółce niepublicznej (nie notowanej na giełdzie) i wtedy już tylko i wyłącznie może na daną spółkę spojrzeć fundamentalnie.

Co jeszcze jest ważne w wypadku inwestycji w spółki giełdowe? Jeżeli skupiliśmy z rynku 1 mln akcji jakiejś spółki (powiedzmy z NewConnect) po 0,10 zł (czyli wydaliśmy na to 100 tys. zł). Powiedźmy, że kurs tych akcji nagle urósł do 0,30 zł za akcje, czyli hipotetycznie zarobiliśmy 200 tys. zł na naszej inwestycji (1.000.000 x 0,30 zł = 300.000 zł => 300.000 zł - 100.000 zł = 200.000 zł). Dlaczego napisałem, że zarobiliśmy hipotetycznie? Bo jak kupiliśmy akcje po 0,10 zł, a teraz są one po 0,30 zł, a my nadal posiadamy te akcje to jeszcze nie zarobiliśmy - zarobimy wtedy kiedy te akcje sprzedamy po kursie 0,30 zł.

Co się stanie kiedy wystawimy na sprzedaż te nasze 1 mln szt. akcji po 0,30 zł? Czy 300 tys. zł nagle w magiczny sposób wpadnie nam do portfela? Oczywiście, że nie. Jak wystawimy te akcje na sprzedaż to musi z “drugiej strony” znaleźć się ktoś chętny, żeby od nas ten 1 mln akcji po 0,30 zł za akcje odkupić. Do momentu jak ktoś od nas tych akcji nie odkupi to nasz zarobek jest hipotetyczny.

Aby nie być ofiarą tego typu sytuacji jak opisana powyżej należy spojrzeć na coś co nazywa się płynność akcji. To nic innego jak łatwość z jaką nasze akcje możemy sprzedać po aktualnym kursie. Od czego zależy płynność? Płynność zależy głównie od obrotów, czyli od tego ile osób handluje (kupuje/sprzedaje) danymi akcjami. Im więcej osób handluje, tym łatwiej będzie znaleźć chętnego, który od nas odkupi nasze akcje. Przykładowo nawet na polskiej giełdzie są spółki gdzie dzienne obroty (suma transakcji kupna/sprzedaży) wynoszą kilka, czy kilkanaście mln zł, a są spółki gdzie dzienne obroty wynoszą kilkaset zł. Jak mamy więc 1 mln akcji po 0,30 zł to jasnym jest, że łatwiej będzie nam je sprzedać kiedy obroty wynoszą kilka mln zł. Jak byśmy chcieli sprzedać nasze akcje, a obroty na rynku dla akcji tej spółki byłyby kilkaset złotych dziennie to oznacza, że my moglibyśmy sprzedać nie więcej niż za te kilkaset złotych dziennie. Tak więc im większe obroty na akcjach danej spółki tym lepiej bo większa płynność, czyli łatwiej i szybciej można sprzedać większą ilość akcji po aktualnym kursie.

Drugim ważnym parametrem jest tzw. free-float, czyli ilość akcji która jest w obrocie na rynku. Powiedźmy, że jeżeli wszystkich akcji danej spółki jest 100 mln na rynku, z czego 90 mln tych akcji jest w rękach większych akcjonariuszy, a tylko 10 mln akcji jest u mniejszych inwestorów w ciągłym obrocie na rynku, to oznacza, że free-float danej spółki jest dosyć mały i wynosi 10%. Jeżeli natomiast w rękach mniejszych akcjonariuszy, w ciągłym obrocie na rynku, jest 60% akcji danej spółki to oznacza, ze free-float jest 60%, czyli jest dosyć duży. 

Jakie niesie za sobą ryzyko duży free-float? Co by się wydarzyło gdyby nagle te 60% mniejszych akcjonariuszy zachciało sprzedać wszystkie posiadane przez siebie akcje? Każda z tych osób wystawia swoje akcje na sprzedaż, wszyscy chcą sprzedać więc prześcigają siebie i wystawiają te akcje na sprzedaż coraz taniej - bo kupujący kupują zaczynając od najtańszych. Kurs akcji takiej spółki zaczyna lawinowo spadać - nie ma nad nim żadnej kontroli - tłum szaleje i sprzedaje. Kurs z 10 zł nagle spada do 2 zł albo jeszcze niżej. Tak więc im większy free-float tym na większe wahania kursu dana spółka jest narażona - oczywiście może to też zadziałać w drugą stronę. Jak duży free-float, duże obroty i będzie pozytywny komunikat z rynku to kurs może polecieć z 10 zł na 30 zł. Jest tak samo jak to opisywałem wyżej w wypadku inwestycji w małe i duże spółki - większe ryzyko działa w dwie strony - może nam dać więcej zarobić ale możemy też przez to więcej stracić.

Powiedźmy, że nasz cały majątek to 2 mln zł. Mamy mieszkanie za 1 mln zł, 300 tys. zł na lokacie, 300 tys. zł na rachunku bieżącym, a 400 tys. zł chcieliśmy zainwestować na giełdzie. Powiedźmy, że 3/4 z tej kwoty inwestujemy bezpiecznie w duże spółki, gdzie szału nie będzie ale mają dobre fundamenty i dadzą nam zarobić 3-8% roczne. 1/4 z tej kwoty, czyli 100 tys. zł postanawiamy zainwestować bardziej ryzykownie - czyli bierzemy na siebie ryzyko, że możemy stracić ale jak zarobimy to zarobimy na tym kilkaset lub nawet kilka tysięcy procent. Czyli z naszych 100 tys. zainwestowanych może zostać zero lub możemy zarobić kilka mln zł. W inwestycje ryzykowne nigdy nie warto inwestować większej części swojego majątku - chyba, że mamy duże potrzeby i chcemy dużo wygrać to oczywiście, że tak - wszystko to są kwestie bardzo indywidualne i każdy musi sam zdecydować.

 

Kapitalizacja - skąd się bierze wycena spółki

Skad wogóle bierze się kurs akcji danej spółki - dlaczego jedne akcje kosztują 1 zł, a inne 300 zł? Oczywiście tak jak opisałem wcześniej kurs wynika z transakcji pomiędzy kupującymi, a sprzedającymi dane akcje. Nie jest on jednak w większości wypadków całkowicie oderwany od rzeczywistości bo są jakieś fundamenty wyceny danego biznesu.

Jak ktoś Wam mówi, że kupcie akcje teraz po 15 zł, bo za chwilę kurs będzie 18 zł i sobie fajnie zarobicie to pogońcie go bo to najczęściej bzdura. W takim wypadku należy ocenić fundamenty i sprawdzić jaka jest kapitalizacja danej spółki - kapitalizacja, czyli jej wartość. 

Jak ma się kurs akcji do kapitalizacji / wartości danej spółki? Każda spółka ma określoną liczbę akcji - jedna spółka może mieć wszystkich akcji 10 tys. szt., a druga może mieć 10 mln szt., a jeszcze inna może mieć 1 mld szt. akcji. Kurs akcji jednej spółki może być 0,10 zł, a drugiej 5 zł ale to wcale nie oznacza, że druga spółka jest więcej warta niż pierwsza, bo ta pierwsza może mieć 10 mln szt. wszystkich swoich akcji, a ta druga może mieć 10 tys. szt. wszystkich swoich akcji. Tu prosto pokazane jak policzyć wartość pierwszej i drugiej spółki: 

[Wartość spółki] = [liczba akcji spółki] x [kurs akcji]

Tak więc wartość pierwszej spółki pomimo tego, że kurs jej akcji wynosi 0,10 zł wynosi 1 mln zł (0,10 zł x 10 mln. szt. akcji = 1 mln zł), a wartość drugiej spółki, której kurs wynosi 5 zł wynosi 50 tys. zł (5 zł x 10 tys. szt. akcji = 50 tys. zł). Czyli pierwsza spółka jest więcej warta niż ta druga spółka, której kurs jest większy. Niestety strasznie mało osób to rozumie, a to jest podstawa jakichkolwiek inwestycji.

No dobra. To skąd się bierze wycena spółki? Dlaczego jedna spółka jest warta 1 mln zł, a druga spółka jest warta 100 mln zł? Najprościej wytłumaczyć to na przykładzie. Powiedźmy, że wygraliście 1 mln zł w LOTTO i zamiast kupić sobie samochód lub przepić całość tej kasy to chcecie ją zainwestować. Zaraz zaraz … po co w ogóle inwestować? Bo jak ten 1 mln zł będzie leżał u Was na koncie przez 10 lat, to nawet jak nie będziecie ruszali tej kasy to straci ona na wartości - za 10 lat za ten 1 mln zł będziecie w stanie kupić dużo mniej niż dzisiaj. 

Zdecydowaliście więc, że chcecie zainwestować ten swój 1 mln zł. Możecie oczywiście wsadzić całość na lokatę oprocentowaną powiedźmy 4% rocznie. Oznacza to, że co roku zarobicie 4% od swojego miliona, czyli 40 tys. zł. Załóżmy jednak, że te 4% Wam nie wystarcza i chcecie zarobić 10% rocznie, czyli 100 tys. zł. Szukacie więc inwestycji. Przychodzi do Was znajomy i mówi, że jego znajomy ma sklep spożywczy na osiedlu obok, który zarabia mu na czysto 8.300 zł miesięcznie, czyli 100 tys. rocznie (8.300 zł x 12 miesięcy = 100 tys. zł). Jest to pewny i stabilny biznes, który działa od 5 lat i cały czas stabilnie zarabia kasę.

Wy macie 1 mln zł na koncie. Znajomy znajomego ma sklep spożywczy, który zarabia na czysto 100 tys. zł rocznie. Jeżeli znajomy znajomego chciałby ten sklep sprzedać i wyjechać do Tajlandii to na ile powinien wycenić swój biznes? Czy opłaciłoby Wam się kupić od niego ten sklep za 1 mln zł? Oczywiście, że tak! Bo jeżeli z lokaty w banku na 4% rocznie gdzie wsadzacie Wasz 1 mln zł zarabiacie raptem 40 tys. zł rocznie, to jak zainwestujecie swój 1 mln zł w ten sklep spożywczy, to będziecie z niego zarabiać 100 tys. zł rocznie. Oczywiście posiadane własnego biznesu jest trochę bardziej ryzykowne niż lokata bankowa, bo w pobliżu może otworzyć się jakaś Biedronka lub inna konkurencja, pracownicy mogą zacząć kraść, a sklep może się spalić. Ryzyko jest większe ale też wasz zarobek jest większy - zawsze ta sama zasada - im większe ryzyko, tym więcej zarabiamy. Oczywiście nie jest tak, że na lokacie bankowej Wasze pieniądze są w 100% bezpieczne. W obecnych czasach bank też może zbankrutować i wtedy wasze pieniądze są bezpieczne ale tylko do kwoty 100 tys. EUR bo tyle gwarantuje BFG (Bankowy Fundusz Gwarancyjny).

Za ten swój 1 mln zł możecie też kupić mieszkanie w Warszawie i możecie je wynająć komuś za 5 tys. zł / m-c. Ta inwestycja da wam więc zarobek 60 tys. zł rocznie, czyli wasz kapitał zapracuje na 6%, czyli będzie to lepsze niż lokata w banku na 4%. Oczywiście lokator może nie płacić lub zniszczyć mieszkanie i wtedy trzeba je będzie wyremontować. W takim wypadku zarobicie mniej bo będziecie mieli koszty remontu lub windykacji najemcy. Jak widać w każdym wypadku inwestycja niesie za sobą jakieś ryzyko. Nie ma bezpiecznych inwestycji - jak ma się pieniądze to ma się zawsze problem.

 

Wskaźniki

W poprzednim rozdziale opisałem skąd się bierze wycena spółki. Uprościłem trochę oczywiście sprawę, żeby łatwiej było to zrozumieć. Teraz trochę to skomplikuję - bo przecież jest tak, że biznes danej spółki może rosnąć co roku, czyli co roku ta spółka może zarabiać więcej - mieć większy zysk. Wtedy oczywiście jej wycena nie będzie wynikała czysto z alternatywy dla lokaty bankowej. W takim wypadku należy uwzględnić więcej parametrów m.in. potencjał wzrostu danej spółki - bo zdarzają się spółki, które w jednym roku zarabiają 3 mln zł, a w kolejnym już 12 mln zł, a ich biznes dalej rośnie bo działają na atrakcyjnym rynku - trafili na “żyłę złota”. Przykładem takiej spółki jest notowana na warszawskiej giełdzie spółka LiveChat Software S.A. - jej aktualna kapitalizacja to ok 800 mln zł, co wydaje się dużo bo zysk roczny spółki to jedynie 12 mln zł. Skąd więc taka wysoka wycena? Wynika ona z dynamiki rozwoju tej spółki - co roku jej zysk rośnie kilkukrotnie wiec wszyscy zakładając, że to się utrzyma kupują przyszłą, wysoką wartość spółki i już teraz płacą za jej akcje więcej. 

W wypadku wyceny takich spółek można spojrzeć na tzw. wskaźniki, żeby wiedzieć, czy ich wycena jest wysoka czy niska. Są dwa główne wskaźniki pozwalające szybko ocenić atrakcyjność inwestycji - jeden z nich to C/Z (Cena/Zysk), a drugi C/WK (Cena / Wartość Księgowa).

Cena / Zysk - czyli stosunek "ceny akcji” do zysku rocznego spółki. Przykładowo jeżeli spółka ma zysku rocznego 1 mln zł, a wskaźnik cena / zysk dla tej spółki wynosi x10 to znaczy, że kapitalizacja tej spółki (jej wartość) wynosi 10 mln zł. Z tego łatwo policzyć jaki powinien być aktualny kurs akcji takiej spółki dzieląc kapitalizację przez liczbę wszystkich akcji danej spółki. Czyli jak spółka ma 10 mln szt. wszystkich akcji to przy takim wskaźniku C/Z kurs jej akcji powinien wynosić 1 zł (10 mln zł kapitalizacji / 10 mln szt. akcji = kurs 1 zł).

Czasami spółka może nie mieć zysku ale może mieć jakieś aktywa - np. nieruchomość, która jest warta 100 mln zł. Wtedy na wskaźnik C/Z nie ma co patrzeć bo go nie ma. Wtedy warto spojrzeć na wartość aktywów posiadanych przez tą spółkę. Oczywiście wartość księgowa aktywów nie oddaje w pełni potencjału aktywów jakie posiada spółka ale jest dobrą podstawą do oszacowania wyceny spółki na szybko. Wskaźnik C/WK (Cena / Wartość Księgowa) jest bardzo prosty do policzenia. Patrzymy jaka jest aktualna kapitalizacja firmy i dzielimy ją przez wartość księgowa tej firmy. Jak biznes jest w miarę zdrowy to wskaźnik ten powinien oscylować w okolicach 1. Jak wskaźnik C/WK wynosi powiedźmy 0,86 to oznacza, że wartość księgowa jest większa od aktualnej kapitalizacji więc spółka powinna być warta więcej niż jest obecnie - czyli jest potencjał do tego, żeby kurs akcji takiej spółki jeszcze urósł (oczywiście upraszczam). Jak wskaźnik C/WK wynosi powiedźmy 1,26 to oznacza, że wartość danej spółki (kapitalizacja) jest większa od wartości księgowej więc o ile ta spółka nie zamierza czegoś fajnego zrobić z tym swoim aktywem to znaczy, że jej kurs jest zawyżony.

 

Potencjał wzrostu i rynek

Przy pomocy tych parametrów bardzo łatwo możemy sobie porównywać firmy z podobnej branży - czyli sprawdzać która z nich jest lepszą inwestycją. Powiedźmy, że chcemy wybrać pomiędzy inwestycją w Facebook i Google - czyli firmy działające w tej samej branży i mające potencjał globalny. Obecna kapitalizacja Facebook to ok 250 mld USD, a kapitalizacja Google 360 mld USD. Wskaźnik C/Z dla Google wynosi x25, a dla Facebook x59. Czyli Facebook widać, że mimo mniejszych zysków jest wyceniany wyżej - ktoś widzi w nim większy potencjał. Wynika to pewnie z tego, że Facebook może jeszcze bardzo urosnąć bo jest nadal młodą spółką, a Google już urosło więc ma mniejszy potencjał rośnięcia. 

Jakby patrzeć na sam wskaźnik C/Z to lepiej kupić Google bo niby jest on niższy, a im niższy tym lepiej. Trzeba jednak spojrzeć jeszcze na dynamikę i potencjał wzrostu - im mniejsza spółka tym większy ma potencjał wzrostu, tym większe może mieć wskaźniki C/Z, a mimo tego może być nadal dobrą inwestycją. Facebook jest mniejszą (młodszą) firmą i ma większy potencjał wzrostu niż Google. Wydaje się więc, że z tego względu Facebook byłby lepszą inwestycją niż Google.

 

Marka + Produkt

Im bardziej rozpoznawalny produkt lub marka tym lepiej dla inwestora. Dlaczego? Bo akcje kupują ludzie, a ludzie lubią rzeczy, które znają, które są dla nich namacalne. Powiedźmy, że mam spółkę która produkuje pyszny napój energetyczny, który nie jest zupełnie znany w Polsce bo sprzedaję go głównie w Australii, na którym zarabiam 100 mln zł rocznie. Powiedźmy, że RedBull, który jest rozpoznawalną marką też produkuje pyszny napój energetyczny, na którym zarabia 100 mln zł rocznie. Jakby te dwie spółki wchodziły na polską giełdę to mimo tego, że rocznie zarabiają tyle samo pewnie większą wycenę (kapitalizację) udałoby się uzyskać spółce bardziej rozpoznawalnej na rynku - takiej która ma znaną markę i produkt. Ludzi wolą inwestować w rzeczy, które znają, a im więcej osób chce kupić akcje danej spółki tym cena tych akcji jest większa.

 

Rynek

Do analizy fundamentalnej dodałbym jeszcze jeden aspekt - rynek, na którym działa dana spółka. Czy jest to rynek rosnący, czy taki który znika. Powiedzmy, że ktoś jest dużym producentem maszyn do pisania i zarabia na tym 10 mln zł rocznie. Niby fajny biznes bo zarabia co roku 10 mln zł. Ale wiemy, że maszyny do pisania są zastępowane przez komputery więc co roku coraz mniej osób będzie zainteresowanych kupnem maszyn więc można przypuszczać, ze firma ta co roku będzie zarabiała mniej. Na rynek nie można patrzeć bezmyślnie bo czasami jest tak, że rynek niby jest fajny jak w wypadku operatorów komórkowych ale de facto ze względu na dużą konkurencję i wojny cenowe każdego roku zarobki operatorów spadają więc rynek się kurczy. 

Może też być spółka taka jak moje Fachowcy.pl Ventures S.A., która sama stworzyła rynek, jest na nim pierwszym graczem i nie ma bezpośredniej konkurencji, a potencjał tego rynku jest olbrzymi. Jeżeli naszym potencjalnym Klientem jest każda mała i średnia firma usługowa, a tylko w Polsce takich firm jest ok 800 tys., to nasz potencjał wzrostu jest olbrzymi. Oczywiście jest też ryzyko tego, że nasza usługa okaże się zbyt innowacyjna i rynek jej nie przyjmie. Biorąc jednak pod uwagę, że obecnie pozyskujemy ok 100 nowych klientów miesięcznie to systematycznie rynek weryfikuje pozytywnie naszą ofertę więc z każdym miesiącem szansa powodzenia naszej usługi na rynku jest większa.

Tak jak już pisałem na początku. Ja nie doradzam w co inwestować, a w co nie - każdy musi tutaj kierować się swoim własnym rozumem. Mam nadzieję, że udało mi się wyjaśnić podstawowe zagadnienia, które wydaje mi się, że pomogą zrozumieć, czym kierować się przy inwestowaniu - bo im mniej błędów popełniamy lepiej. Powodzenia!