Czy dlatego, że Uber jest tańsze? Czy dlatego, że Uber nie płaci podatków? Czy dlatego, że Uber zatrudnia Ukraińców? Nie! Dlatego, że szefowie korporacji są po prostu głupi. Przepraszam za brak dyplomacji ale prawdę należy wreszcie powiedzieć sobie prosto w oczy bo może to coś zmieni i da ludziom do myślenia.

Śmiejemy się z amerykanów, że nie wiedzą gdzie leży Polska, czy co jest stolicą Węgier. Wpadamy w samozachwyt jak możemy się dowartościować, że u nas matematyka w szkołach jest na dużo wyższym poziomie niż w Ameryce. To jak mamy taki świetny system edukacji to dlaczego Google, Facebook, Apple, czy Microsoft nie są firmami polskimi tylko amerykańskimi?

No dobra to wracając do głównego tematu - dlaczego taxi przegrywa z Uber. Głównie dlatego, że korporacje myślą jak firmy transportowe, a nie jak firmy technologiczne. Środek ciężkości biznesu korporacji jest zupełnie w innym miejscu niż środek ciężkości takiej firmy jak Uber. Nasza korporacja myśli, że jak zrobi taką prostą aplikację, że klient "kliknie" i taksówka przyjedzie to już zrobili drugiego Ubera i teraz to do nich klienci popłyną szerokim strumieniem, a inwestorzy ustawią się w kolejce. 

Dlaczego ja osobiście wybieram Uber? Może najpierw dlaczego nie korzystam z Taxi:

  • Pierwsze primo - jakość samochodów. Kiedyś w Warszawie wybierając droższą korporację jeszcze można było liczyć na przyzwoity samochód, w którym nie będzie śmierdzieć. Odkąd jednak SAWA zeszła na psy i jeżdżą tam takie same śmierdzące szroty jak w innych korporacjach to ja dziękuję. Ewentualnie jak Uber podnosi stawkę to korzystam z EcoCar bo tam wiem, że przyjedzie porządnej jakości auto. 
  • Drugie primo - to płatności - w Uber wsiadam, wysiadam i nawet z kierowcą nie rozmawiam o tym ile i czy mam mu zapłacić. Po prostu to wszystko dzieje się w tle i nikt mi nie narzeka, że jestem “bezgotówkowcem”. 
  • No i wreszcie trzecie primo - takzwane primo ultimo - bo aplikacja Uber jest inteligentna i cały czas się rozwijana, żeby być jeszcze bardziej perfekcyjną usługą dla klienta. Dlaczego? Bo Uber jest firmą technologiczną i wie, że przewagę konkurencyjną może uzyskać dzięki rozwijaniu swojej technologii.

Dzisiaj na koniec dnia siedziałem sobie w “Warszawa Wschodnia by Mateusz Gessler”, a że miałem tam ostatnie spotkanie, zbliżała się godz. 18:30 to stwierdziłem, że czas jechać już do domu. W pierwszej kolejności oczywiście uruchomiłem Uber. Ponieważ jednak Uber pokazał mi stawkę x1,7 (oznacza to, że koszt przejazdu jest 1,7x wyższy) stwierdziłem, że nie będę bez sensu wydawał 1,7 razy więcej pieniędzy i skorzystam z jakiejś alternatywy. 

W pierwszej kolejności pomyślałem o iTaxi bo bardzo lubię jej założyciela Stefana Batorego, a ostatnio zaczął tam pracować również inny mój kolega (którego też lubię mimo, że ma inne poglądy polityczne ;-) ) Marcin Zaręba. Pomyślałem o iTaxi … i przypomniało mi się, że jak 2 tygodnie temu z nich korzystałem to przyjechał Pan Kierowca, do którego miałem tyle zastrzeżeń, że zrobiłem całą listę i wysłałem ją do kolegi Marcina. Stwierdziłem, że pewnie w 2 tygodnie jeszcze nie poprawili więc moje myśli zdryfowały w kierunku EcoCar - bo mają dobrej jakości samochody i stawka jest stała, a nie jak w Uber dynamiczna. 

Uruchomiłem aplikację EcoCar w moim telefonie, bardzo precyzyjnie ustawiłem “pinezkę”, czyli miejsce w które chciałbym, żeby podjechał kierowca - ustawiłem ją w takim miejscu, żeby kierowca mógł się tam spokojnie zatrzymać. Ustawiłem ją w takim miejscu, w jakim zawsze zatrzymuje się kierowca Uber jak go zamawiam, bo w aplikacji Uber jest sugerowany “pick-up spot” - czyli wygodne dla kierowcy miejsce zatrzymania i odbioru pasażera. 

W Polsce “pick-up spotów” jest jeszcze mało ale w Londynie prawie w każdym miejscu w centrum gdzie zamawia się Uber, aplikacja sugeruje dogodny “pick-up spot” w pobliżu. No dobra to dalej wracam do mojej historii - pinezka została wbita, ustawiłem sposób płatności “w aplikacji” i potwierdziłem zamówienie. Chwila mielenia i aplikacja pokazała mi, że kierowca będzie u mnie za 18 minut - trochę długo ale stwierdziłem, że czekam bo w międzyczasie odpowiem jeszcze na kilka e-maili - bo cały dzień na spotkaniach nie sprzyja odpowiadaniu na wiadomości. 

Jak wiadomo czas przy komputerze mija szybciej więc zanim się zorientowałem już minęło nie 18 ale 30 minut od zamówienia … ale mojej taksówki brak. Patrzę na telefon - nie mam żadnego powiadomienia, że kierowca podjechał. Uruchamiam aplikację i widzę na mapce, że zamówiona przeze mnie taksówka jest już na miejscu tylko oczywiście nie tam gdzie wbiłem bardzo precyzyjnie moją pinezkę tylko całkowicie z drugiej strony budynku. W pierwszym odruchu pomyślałem zadzwonię do kierowcy, żeby podjechał tam gdzie pinezka - oczywiście w aplikacji brak opcji kontaktu z kierowcą do czego jestem przyzwyczajony w aplikacji Uber. 

Ubrałem się więc i stwierdziłem, że jakoś dam radę jednak pokonać te kilkadziesiąt metrów. Nie było łatwo ale jakoś dotarłem. Me oczy już ujrzały zielone auto EcoCar. Już zmierzałem w jego kierunku … i nagle kierowca zaczął odjeżdżać. Na szczęście zobaczył moje desperackie machanie rękami, zlitował się i zatrzymał. 

Wsiadam do samochodu i słyszę, że ja w jakiej sprawie - no ja mówię, że taxi zamawiałem na nazwisko Surmacki i to chyba on tylko, że czekałem tam gdzie wbiłem pinezkę, a on czekał tutaj i się nie zorientowałem. Kierowca do mnie, że moje zlecenie zostało anulowane. Ja mówię, że spoko to ja normalnie na taksometrze pojadę - no i tylko jak to powiedziałem słyszę “dzyń, dzyń”, a kierowcy wpada nowe zlecenie. 

Kierowca sam nie może go oczywiście anulować więc musi dzwonić do centrali. Pani w centrali stwierdza, że nie ma teraz żadnego kierowcy więc nie może anulować. Ja siedzę w samochodzie i stwierdzam, że już pojadę gdziekolwiek byleby wyjechać z Pragi i zapłacę gotówką - na szczęście zlecenie było na Plac Piłsudskiego więc jedziemy … w głowie radość i słowa piosenki “…wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet …” - jedziemy.

No i zaczynam miłą rozmowę z kierowcą i dyskusję na temat tego, że ja wbiłem pinezkę w jedno miejsce, a on podjechał w zupełnie inne miejsce … bo tak mu pokazała jego aplikacja. Ja biorę go delikatnie pod włos i mówię, że jak zamawiam Uber to kierowca przyjeżdża dokładnie w to miejsce gdzie wbije pinezkę i jakoś daje radę. Kierowca oczywiście delikatnie poirytowany bo padło słowo klucz “Uber” i mówi, że no tak bo ten Uber to taki fajny amerykański, a my to jesteśmy 100 lat za murzynami. Ja mówię, że dokładnie jest tak jak mówi. 

No i zaczynam mu tłumaczyć czym różni się Uber od Taxi - to samo co wymieniłem w 3-ch punktach powyżej więc nie będę się powtarzał. Tłumaczę mu, że jak zamawiam Uber do tamtej restauracji, spod której mnie odbierał, to aplikacja Uber jest na tyle inteligentna, że proponuje mi sugerowany punkt odbioru (“pick-up spot”). Tłumaczę, że jak gdzieś nie ma punktu odbioru to aplikacja uczy się gdzie ostatnio wbijałem pinezkę i zapamiętuje miejsce co ułatwia zamawianie przy każdym kolejnym razie. Co więcej - aplikacja pamięta, że kilka razy jechałem z kierowcą inną trasą niż ta sugerowana przez nawigację i teraz już nawigacja sugeruje inaczej. 

W pewnym momencie mojego wywodu konkluduję i mówię, że korporacje taxi zamiast protestować, żeby Uber miał tak samo źle jak one to powinny się wziąć do roboty i zrobić tak, żeby to one miały tak samo dobrze jak Uber. Ta konkluzja rodzi nić porozumienia i nasza rozmowa przeradza się z bardzo miłą i tak sobie dalej gadamy. 

Pan kierowca opowiada swoją historię życia, że jest elektronikiem ale od 3-ch lat jeździ na taksówce itd. W sumie mówi, że wszystko to co mu o aplikacji Uber opowiedziałem było bardzo interesujące i rzeczywiście są to zmiany, które bardzo ułatwiłyby życie więc rzeczywiście fajnie jak oni też by takie rzeczy u siebie wdrożyli … i tu przechodzimy do clue całości mojego przydługiego wywodu.

Kierowca mówi do mnie, że w sumie to fajnie jakbym zgłosił jakoś to do jego korporacji, bo to takie fajne i wogóle bo on w sumie mógłby ale nie ma jak bo jego nikt i tak nie posłucha. Może przekazać swoje uwagi do pani w centrali ale co tam ona może. Nawet zdarzyło się tak, że raz wiózł prezesa ale nie za bardzo pogadali bo jakoś się nie kleiło, a poza tym to dlaczego ten prezes miałby go w ogóle słuchać - przecież on jest tylko kierowcą i prezes będzie miał gdzieś te jego pomysły - bo wiadomo - prezes to szycha.

Wtedy zdałem sobie sprawę z tego dlaczego w Polsce nie mamy swojego Facebooka, Googla, a korporacje urządzają sobie protesty przeciwko Uber. Bo u nas rządzi cały czas beton. Oczywiście jest kilka światełek nadziei na horyzoncie ale problem jest bardzo głęboki. Uczymy się w podstawówce matematyki na poziomie Oxfordu. Wiemy co to są mitochondria. Wiemy kiedy było każde powstanie i znamy daty wszystkich rozbiorów Polski … ale nikt nie uczy nas przedsiębiorczości. 

Nikt nam nie tłumaczy, że taki Pan kierowca i jego opinie na temat naszego biznesu są najważniejszą rzeczą, która nas jako prezesa korporacji taksówkowej powinna interesować. Nikt nam nie tłumaczy, że podstawa to mieć bliski kontakt ze swoimi klientami i rozmawiać z nimi o wszystkim. Nikt nas nie uczy, że należy być całkowicie otwartym i swoje pomysły dyskutować szeroko, a nie budować coś w tajemnicy przed światem (bo ktoś ukradnie nasz zajebisty pomysł), a potem w zderzeniu z rynkiem i rzeczywistością zdać sobie sprawę, że pomysł był jednak do dupy. Nikt nas nie uczy, że w każdej organizacji najważniejszy jest człowiek. W naszej głowie prezes to jest jakaś szycha, z którą nawet nie ma co rozmawiać bo on funkcjonuje w innej rzeczywistości i nasza rzeczywistość zwyklaków go średnio interesuje.

Cały czas tkwimy mentalnie w latach 90-tych gdzie wystarczyło zrobić cokolwiek, żeby się sprzedawało. Nie było konkurencji, popyt był nieograniczony i nikt nie myślał o walce o procenty udziału w rynku bo każdy rynek się tworzył. Należy sobie jednak zdać sprawę, że lata 90-te mamy już dawno za sobą! Teraz firmy konkurują o ułamki procentów udziałów w rynku. Dopieszczają swoją fabrykę, w której produkują świeczki dla IKEA w taki sposób, żeby nawet zużycie energii było optymalne dla każdego etapu linii produkcyjnej.

Drodzy Prezesi korporacji taxi. Jakieś 3 lata temu zrobiłem dla Was spotkanie i zaproponowałem Wam gotową i działającą aplikacje MobiTaxi do zamawiania taxi. Tłumaczyłem Wam, że nie ma sensu samemu budować takiej aplikacji bo Wy jesteście firmami transportowymi, a nie technologicznymi. Tłumaczyłem, że zaraz przyjdzie Uber i jak nie będziecie gotowi to Was pozamiata. Nie posłuchaliście mnie … i stwierdziliście, że zrobicie swoje “super-fajne” aplikacje bo przecież wystarczy jakiemuś studentowi politechniki albo dwóm zapłacić 20 tys. zł i zrobią takiego Ubera bo to nic trudnego. Teraz już wiecie, że to tak nie działa. 

Czas odrobić kolejną lekcję. Teraz mówię Wam, że zamiast protestować przeciwko Uber i oblewać ich samochody ekskrementami musicie wejść ze swoimi biznesami na kolejny poziom. Najpierw zacznijcie słuchać swoich kierowców. Potem zacznijcie słuchać swoich klientów. Na ten Wasz biznes trzeba spojrzeć dużo głębiej niż patrzyliście na niego do tej pory kiedy nie mieliście zupełnie żadnej konkurencji - czy słyszeliście o czymś takim jak szkolenia z obsługi klienta dla kierowców? A protesty róbcie nie po to, żeby Uber miał gorzej niż macie Wy, tylko protesty róbcie po to, żebyście Wy mieli tak samo dobrze jak Uber.

Good night & good luck!